Pacjenci jedzą w restauracji. Szybciej zdrowieją [ZDJĘCIA]

Aleksandra Lewińska
19.09.2012
A A A Drukuj
Przekraczając jej progi, chorzy na raka przestają być pacjentami, a stają się "gośćmi". Bydgoskie Centrum Onkologii otworzyło pierwszą w kraju szpitalną restaurację. - Serdelki czy jajecznica? Niech pacjenci decydują sami. Lepiej jedząc, szybciej wyzdrowieją - mówi szef CO Zbigniew Pawłowicz.
Poniedziałkowy poranek dla pacjentów Centrum Onkologii był inny niż zwykle. Zdzisław Głodek, chory na raka prawego płuca, w bydgoskim szpitalu leży już nie pierwszy raz. Ale tym razem nie czekał jak zwykle, aż personel przywiezie mu posiłek na tacy.

- Wykąpałem się, ogoliłem, ubrałem. Normalnie, bo nie zabrałem tu strojów wyjściowych - opowiada 62-latek. I zszedł, podobnie jak kilkudziesięciu innych chorych, do restauracji Fantazja na parterze szpitala. Pierwszej w kraju, w której stołują się pacjenci.

Głodek z apetytem zjadł jajecznicę. - Dobrze tak usiąść przy stole, pogadać - mówi. - Człowiek w dołku jest, w pokoju samotnie. A gdy przy posiłku pozna się ludzi i każdy podzieli się swoimi nieszczęściami, będzie lżej.

Fantazja to nie byle jaka jadłodajnia. Elegancko tu, stylowo. Niewielkie stoliki (dla ok. 200 osób) nakryte obrusami w kolorze écru. Ich model dyrektor szpitala podpatrzył, jak sam przyznaje, w sieci hiszpańskich hoteli. Na blatach róże w wazonach, na ścianach obrazy. Śniadanie można zjeść tu od godz. 7, kolację najpóźniej o 19. Godziny wydawania posiłków dostosowane są do harmonogramu leczenia.

To rewolucja w żywieniu pacjentów. W innych szpitalach chorzy, niezależnie od tego, czy mogą się samodzielnie poruszać, czy są przykuci do łóżka, dostają posiłki do pokoju, w tzw. systemie tacowym. O tym, co zjedzą, kiedy i w jakiej ilości - decyduje personel.

Fantazja daje chorym z CO możliwość wyboru, aktywizuje ich, ale ma też poprawić apetyt. - Pacjenci onkologiczni są niedożywieni - mówi Zbigniew Pawłowicz, dyrektor CO. - Przychodzą do nas w trudnym momencie życia. Wyrwani z domów, z normalności. Chorują, chudną. Zostawiają na talerzach nietknięte dania nie dlatego, że są niesmaczne, ale dlatego, że choroba zmieniła ich smak, gust, potrzeby. W restauracji będą mieli wybór. Sami zdecydują, czy na śniadanie wolą serdelki czy jajecznicę. A poprawa ich stanu odżywienia poprawi skuteczność leczenia.

Pacjenci identyfikowani są za pomocą specjalnych opasek z kodami, które są sczytywane przy bramce wejściowej. Dania wybierają ze szwedzkiego bufetu. Na ladach rozstawione są jednak menu - inne posiłki polecane są dla cukrzyków, inne - lekkostrawne, dla mających problemy z trawieniem. Jeśli nie zejdą na posiłek - dostaną go do łóżka, podobnie jak ci w ciężkim stanie, po operacjach (stanowią ok. 20 proc. pacjentów CO).

- Ale wówczas już nie będą mogli zdecydować, co chcieliby zjeść - mówi Krzysztof Szczukowski, szef kuchni w szpitalnej restauracji. - To taki bat, który ma zmusić chorego, jeśli jest w stanie się poruszać, by się uczesał, zdjął szlafroczek, ładnie ubrał i zszedł do ludzi. Jeśli człowiek czuje się potrzebny, chciany, akceptowany - szybciej zdrowieje.

Fantazję prowadzi Waldemar Lewicki, szef firmy cateringowej, która od niemal trzech lat żywi pacjentów CO. - Dotąd podawaliśmy posiłki wyłącznie do łóżek - mówi. - Ale to przecież nie jest szpital zakaźny. Chorzy mogą bezpiecznie razem jadać we wspólnej sali. W Fantazji przestają być pacjentami. Stają się naszymi gośćmi.

Budowę restauracji dotował Urząd Marszałkowski. Łącznie z wyposażeniem kuchni inwestycja pochłonęła ok. 7,4 mln zł. I Lewicki, i Pawłowicz przekonują, że się opłaci. - Podawanie posiłków w restauracji jest tańsze niż rozwożenie ich na piętra - mówi ten pierwszy. Zredukował załogę z 28 do 20 osób.

Pawłowicz: - Szpital zaoszczędzi miesięcznie ok. 50-60 tys. zł. Ale to nie wszystko. Dużo korzyści nie da się przeliczyć na złotówki - zadowolenie pacjentów, którzy u nas leżą, uśmiech na twarzach ok. tysiąca leczonych ambulatoryjnie, którzy nie będą musieli po chemioterapii wracać głodni do domów, zadowolenie syna, który coś przekąsi, czekając pięć godzin w szpitalu, aż matka przyjmie kroplówkę.

Z Pawłowiczem zgadza się prof. Roman Ossowski z Instytutu Psychologii UKW: - Centrum Onkologii zrywa z tradycyjnym obrazem szpitala jako miejsca odosobnienia, w którym chory poddany jest reżimowi leczenia - mówi. - Otwarcie restauracji, która motywuje do wstania z łóżka, stworzenie miejsca, w którym chorzy mogą spotkać się z rodziną, to ogromny postęp. Krok ku normalności. Pacjent ma szansę lepiej funkcjonować, gdy nie jest mu narzucona rola bezradnego, opuszczonego chorego, który nawet konsumuje przy łóżku. Polskie szpitale powinny iść w ślady bydgoskiego - dodaje.

Od października w Fantazji będzie stołować się też personel szpitala i rodziny chorych. Ile zapłacą za posiłek - lecznica skalkuluje w ciągu kilku dni. Prawdopodobnie będzie to opłata zryczałtowana, zależna od pory dnia.