Gdy rada nadzorcza Toruńskiej Infrastruktury Sportowej prowadziła konkurs na prezesa, wykryła, że jeden z kandydatów Przemysław Lipka mógł złożyć sfałszowane dokumentny potwierdzające swoje doświadczenie zawodowe. Mimo to na prezesa go wybrała.

Gdy prokuratura wykryła, że papiery faktycznie nie były prawdziwe, postanowiła warunkowo umorzyć sprawę. Dopiero sąd uznał, że konieczne będzie sporządzenie aktu oskarżenia.

Gdy Sąd Rejonowy w Toruniu zapoznał się z dowodami, nie miał żadnych wątpliwości co do winy oskarżonego:

– Dwa dokumenty, którymi posłużył się pan Przemysław Lipka w trakcie konkursu, były dokumentami przez niego podrobionymi – orzekała sędzia Angelika Kurkiewicz.

A mimo to Lipka może uniknąć kary – sąd nieprawomocnie uznał, że warunkowe umorzenie postępowania będzie wystarczającą represją.

Jak to się stało, że młody prezes miejskiej spółki miękko ląduje z każdej opresji? W sprawie jego dokumentów kluczowe są daty, zacznijmy więc od początku.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej