Potrzeba kwesty jest paląca, bo stacja kupiła na kredyt wóz transmisyjny za 5 mln zł i trzeba go spłacić. Wyznawcom daje to niepowtarzalną okazję dobrego uczynku: podzielenia się dobrem pieniężnym z potrzebującym.

Ale uwaga! Na stanowcze żądanie ojca dyrektora, ofiara musi być w małej kopercie, z danymi i adresem darczyńcy – „dla podziękowania”. Duże koperty są zakazane, utykają w szczelinie skarbony i zakłócają płynność odbioru datków.

Jest w tym wszystkim pewien szatański koncept. Koperta „mała” – na potrzeby wizerunkowej propagandy, wcale nie znaczy „chuda” – na potrzeby kasy, pomieści przecież pokaźny plik banknotów. Bilonu nie wypada wkładać, bo masa jest duża, a wartość przeciwnie, brzęczy to i hałasuje, a pieniądz lubi ciszę. A że nominały krajowych banknotów zaczynają się od 10 zł, więc gwarancja minimum już jest.

Obdarowany korzyści ma więcej: nie musi adresować tysięcy kopert, nie zmniejszy zatem wpływów o koszt znaczków pocztowych, bo na małą, więc i lżejszą kopertę trzeba ich mniej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej