Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Wiele kontrowersji budził tor w Gorzowie. Zawodnicy z lekkim niedowierzaniem patrzyli na to, na czym przyszło im się ścigać. Z jednej strony - był taki sam dla obu stron. Z drugiej - przypominał chwilami labirynt, w którym solidarnie gubili się torunianie, i gorzowianie. Stal przygotowała nawierzchnię, na której kluczowe było... utrzymanie równowagi. Nie chodziło o rozwijanie zawrotnych szybkości, a raczej przetrwanie czterech okrążeń bez większych błędów.

Gorzowianie dość szybko wypracowali przewagę. W biegu młodzieżowym tradycyjnie w Gorzowie wygrał Bartosz Zmarzlik, ale Adrian Cyfer niespodziewanie pokonał Pawła Przedpełskiego. To szybko wprowadziło stadion w stan pół-euforii, ale kolejne wyścigi owe nastroje szybko stonowały. Świetni byli liderzy Get Well. Chris Holder pędził tak, jakby był na Motoarenie a nie w Gorzowie. Greg Hancock pokazywał rutynę i doświadczenie - umiejętnie dobierał ścieżki na torze i zbierał zwycięstwa. Niemniej skuteczny był Martin Vaculik. Nawet przy słabszej dyspozycji Przedpełskiego, Get Well utrzymywał się blisko Stali.

Kiedy jednak w 12. wyścigu gorzowianie wygrali 4:2 i powadzili 43:29 wydawało się, że losy spotkania są już rozstrzygnięte.

W kolejnym starcie Get Well świetnie się zrewanżował - podwójny triumf przedłużył nadzieje na końcowy sukces. W tej sytuacji kluczowy był wyścig 14, w którym Stal wystawiła króla swojego toru. Bartosz Zmarzlik - żużlowy fenomen - pokazał, że lata wspólnych startów obok Tomasza Golloba nie poszły na marne. W pokazowym stylu wygrał wyścig, a ponieważ Niels K. Iversen pokonał mającego wyraźne problemy w niedzielę Przedpełskiego, gorzowianie mieli 48 punktów. Ten mecz był dla nich rozstrzygnięty już przed ostatnim startem spotkania - tylko kataklizm mógł odebrać gospodarzom złoto.

Sensacji nie było. Krzysztof Kasprzak pokazał, że w Gorzowie czuje się znakomicie i pomknął do mety jak w czasie, kiedy zdobywał medal mistrzostw świata. Tym razem jego trzy punkty przypieczętowały drużynowe mistrzostwo Polski dla Stali. W dwumeczu pokonała Get Well i po raz dziewiąty zdobyła ligowe złoto.

Torunianie w Gorzowie nie rozczarowali. Przeciwnie - w rywalizacji niczym na motocrossie postawili arcytrudne warunki Stali, chwilami byli zaskakująco dobrzy w kontekście całego dwumeczu. W niedzielę na przedziwnym torze mecz sezonu zaliczył dla gorzowian Michael Jepsen Jensen, zaskakiwał Adrian Cyfer, pędził jak za dawnych lat Kasprzak.

Kluczowy - z dzisiejszej perspektywy - dla dwumeczu wydaje się być mecz w Toruniu. Stal wygrała na swoim torze tak, jak można było się tego spodziewać - różnicą 12 punktów. Nie było więc pogromu takiego, jak wiosną. Zaliczka wywieziona z Motoareny okazała się dla Get Well niestety niewystarczająca.



Stal - Get Well 51:39

Stal: Iversen 8 (2, 3, 2, 0, 1), Jensen 9 (1, 2, 3, 3, 0), Pawlicki 3 (2, 1, 0), Zagar 4 (0, 2, 1, 1), Kasprzak 11 (1, 2, 3, 2, 3), Cyfer 4 (2, 1, 1), Zmarzlik 12 (3, 2, 1, 3, 3)

Get Well: Hancock 10 (3, 3, 0, 2, 2), Gomólski 2 (w, w, 2, 0), Holder 12 (3, 3, 1, 1, 2, 2), Miedziński 1 (1, 0), Vaculik 10 (3, 1, 0, 2, 3, 1), Przedpełski 4 (1, 0, 3, 0, 0), Kopeć-Sobczyński 0 (0, 0).

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.