Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Grzegorz Giedrys: W miesięczniku Młodzieżowej Spółdzielni Mieszkaniowej "Nasze Sprawy" wyczytałem ostatnio, że TVK Toruń szykuje się do potężnej batalii, jeśli chodzi o los małych i średnich sieci kablowych w Polsce.

Janusz Żółtowski: To jest branżowy problem. Są duże pieniądze z Unii Europejskiej na rozbudowę infrastruktury telekomunikacyjnej, a do konkursów zaprasza się tylko i wyłącznie największych operatorów, pomijając sieci małe i średnie. Jest protest środowiska kierowany do ministra rozwoju, żeby odejść od takich pomysłów. Giganci dzięki temu mogą stać się jeszcze potężniejsi, a mniejsze firmy czeka kryzys.

W Polsce niestety jest taki klimat, że idziemy ścieżką, którą już Europa przeszła. W Wielkiej Brytanii jest na przykład tylko kilku operatorów sieci kablowej. Jeśli powielimy ten model, na rynku pozostanie garstka firm, a reszta po prostu zniknie z mapy. Pracę stracą tysiące wykształconych ludzi, specjalistów, a rynek przejmą firmy z zagranicznym kapitałem albo korporacyjni giganci, którzy znają sposoby, aby płacić jak najmniejsze podatki.

Dużym problemem dla tak małej sieci jak nasza są także opłaty licencyjne za reemisję programów telewizyjnych.

Na czym to polega?

- Już tłumaczę. Na rynku panuje duża dysproporcja i jeżeli w Polsce chcemy budować zdrową konkurencję w obszarze usług telekomunikacyjnych, powinniśmy stworzyć odpowiednie warunki, które biorą pod uwagę rozmiary przedsiębiorstw i zasięg ich oddziaływania. Jeśli pod szyldem konkurencji faworyzuje się jakąś grupę, to tej konkurencji nie ma albo się ją niszczy. Wszystko zmierza do tego, aby na rynku pozostało czterech albo pięciu dużych graczy. Duży operator, nierzadko z kapitałem zagranicznym, kupuje prawa do reemisji programów hurtowo - gdzieś w Dallas albo w Amsterdamie. Firmy, które działają globalnie na świecie, kupują te prawa znacznie taniej niż mali i średni operatorzy.

Przez 25 lat udało wam się mimo wszystko w tych warunkach przetrwać. Wszędzie naokoło giganci wchodzą i wykupują mniejsze sieci.

- Teraz to zjawisko straciło nieco na sile. Dziesięć lat temu, gdy wchodziła na rynek oferta telewizji cyfrowej i zaczęto odchodzić od sygnału analogowego, małych sieci nie było stać na niezbędne inwestycje. Bo od nowa trzeba było w zasadzie zbudować stację czołową, czyli miejsce, gdzie się konstruuje całą usługę. Podstawowa trudność polega na tym, że taka zmiana kosztuje kilka milionów złotych. Niektórzy - widząc, że nie będzie ich na to stać - postanowili skorzystać z oferty i sprzedać swoją sieć.

Gdzie mieści się wasza stacja czołowa?

- Jest w naszej głównej siedzibie przy ul. Głowackiego. Na dachu mamy sześć dużych czasz satelitarnych, przez które docierają do nas sygnały wielu programów telewizyjnych. Mimo że kanałów przybywa, a stacje czołowe są coraz potężniejsze i mają coraz większe moce przetwarzania danych, to ich gabaryty i zapotrzebowanie na energię są coraz mniejsze. To jest efekt ogromnego postępu technicznego w naszej branży. Kiedyś, gdy TVK obsługiwało siedem kanałów telewizyjnych, potrzebowaliśmy sprzętu, który był ciężki, potrzebował ogromnych ilości prądu i nieprawdopodobnie się grzał.

Pamiętam rozmowę z waszym specjalistą, który zapewniał mnie, że nie da się stworzyć telewizji HD w kablu, że technika na to nie pozwala. Rok później miałem dekoder.

- Widzi pan, jak szybko wszystko się u nas zmienia (śmiech). W tym roku zrobiliśmy sobie i naszym widzom prezent na nasz jubileusz - program lokalny TV Toruń od stycznia emitujemy cyfrowo w jakości HD. Nadążamy także za rozwojem technologicznym branży telekomunikacyjnej. Mamy wszystkie usługi, które mają najwięksi operatorzy.

Macie teraz 25 tys. abonentów.

- Prawie 25 tys. Byliśmy pionierami telewizji kablowej nie tylko w Toruniu, ale również w Polsce. To był 1991 rok i weszliśmy do tej branży na równi z wielkimi sieciami. Zaczęliśmy od budynków w naszej spółdzielni, później dołączyły do na S.M. "Kopernik", S.M. "Zieleniec", S.M. "Metalchem", S.M. "Geofizyka", S.M "Komunalnik", Spółdzielnia Mieszkaniowa Straży Pożarnej i kilka innych. Poza tym nasza rodzima Młodzieżowa Spółdzielnia Mieszkaniowa cały czas się rozwija, a my idziemy krok w krok za nią. Dodatkowo zgłaszają się do nas dewoloperzy, którym zależy, abyśmy świadczyli w ich budynkach usługi telewizji kablowej. Nasz program lokalny TV Toruń jest nadawany również w sieci Multimedia - szkoda, że na razie w wersji analogowej, ale rozmawiamy z kierownictwem tej firmy i być może już niedługo abonenci sieci kablowej Multimedia będą mogli oglądać TV Toruń w wersji HD.

Nie ma was na Rubinkowie.

- Tam największym operatorem jest firma Petrus, która nie chce włączyć do listy kanałów naszego programu. Trwają rozmowy z władzami spółdzielni "Rubinkowo". Wspólnie myślimy, jak to zrobić, żeby nasz program mogli oglądać mieszkańcy również tego osiedla. Prawda jest taka, że mieszkańcy naszego miasta chętnie włączają TV Toruń, bo w żadnym innym programie nie ma tylu informacji lokalnych co u nas. Miarą naszego profesjonalizmu i jakości jest fakt, że zostaliśmy zaproszeni przez nowy ogólnopolski kanał telewizyjny ZOOM TV do produkcji materiałów telewizyjnych dla tego programu.

To chyba dość rzadka sytuacja, że spółdzielnia mieszkaniowa zakłada sieć kablową i własną telewizję.

- Nie chciałbym się tutaj wymądrzać i mówić, że wiem, jak to się stało, że spółdzielnia zdecydowała się na zbudowanie sieci kablowej. To się działo ćwierć wieku temu i nie było mnie wtedy ani w spółdzielni, ani tym bardziej w Telewizji Kablowej Toruń. Słuchając wspomnień moich poprzedników i starszych pracowników, dowiedziałem się, że telewizja kablowa powstała dlatego, że mieszkańcy chcieli mieć dostęp do zagranicznych programów telewizyjnych bez ponoszenia kosztów instalacji indywidualnych zestawów do odbioru telewizji satelitarnej. Wszystko zaczęło się więc od budowy sieci kablowej, poprzez którą dostarczaliśmy do mieszkań pakiety programów telewizyjnych. Następnie wykorzystując to medium, spółdzielnia zaczęła tworzyć własny program. Najpierw planszowy, a następnie już prawdziwy, telewizyjny. Znalazło się paru entuzjastów, którzy zarejestrowali coś prywatną kamerą wideo i puściliśmy to w sieć. Przyjęło się.

Mieszańcom spodobał się ten program?

- Bardzo. Okazuje się, że interesowało ich to, co się dzieje w naszych klubach osiedlowych, jak wyglądają najpilniejsze potrzeby ich sąsiadów i codzienne problemy. Telewizja ma swoją magię i nasi mieszkańcy chcieli po prostu oglądać siebie na ekranie. Była też ogromna presja, żeby rozbudowywać program, żeby życia spółdzielczego było dużo więcej. Ale to naszym widzom nie wystarczyło i coraz głośniej zaczęli się domagać informacji z życia miasta. Postanowiliśmy zatem coraz więcej informować o całym Toruniu. Teraz nasza redakcja liczy 20 osób.

To chyba jesteście największą redakcją w mieście.

- Zdecydowanie.

Prowadzicie transmisje na żywo. Macie wóz transmisyjny?

- No właśnie wozu na razie się nie dorobiliśmy, choć oczywiście o tym myślimy. Na razie mamy mobilne studio, które pozwala nam na nadawanie na żywo z dowolnego miejsca. Ładujemy do samochodu dwie skrzynie sprzętu, który pozwala nam na realizację kompletnego materiału telewizyjnego, dodawanie efektów specjalnych i przesył sygnału. Sygnał przesyłamy szybkimi łączami internetowymi, a gdy tych brakuje, korzystamy z łączy satelitarnych.

Ważnym momentem w życiu stacji były relacje z pielgrzymki Jana Pawła II do Torunia, a także wyjazd waszej redakcji na audiencję do Watykanu.

- Ma pan rację - to były wielkie i ważne wydarzenia. Muszę powiedzieć, że oprócz tamtych relacji od czasu do czasu przygotowujemy programy telewizyjne spoza Torunia, a także spoza Polski. Dostajemy na przykład zaproszenie z Urzędu Miasta, aby towarzyszyć z kamerą oficjalnej delegacji udającej się z wizytą do któregoś z miast partnerskich Torunia i przygotowujemy z tej wizyty własne reportaże. Podobnie Urząd Marszałkowski zaprasza nas czasami na międzynarodowe wydarzenia lub do Brukseli.

Marzy mi się, żeby nasz program pojawił się w naziemnej telewizji cyfrowej. Być może w niedalekiej przyszłości będzie to możliwe. Liczymy w tym zakresie na wsparcie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i innych instytucji centralnych, które moim zdaniem powinny wspierać i być zainteresowane rozwojem lokalnych stacji telewizyjnych.

Prowadzenie telewizji się opłaca?

- Proszę pamiętać, że lokalny nadawca nie zarabia milionów złotych z reklam, tak jak dzieje się to w przypadku stacji ogólnopolskich. Lokalna telewizja to nie jest biznes z prawdziwego zdarzenia, nie da się na tej działalności zarobić. Nam wystarczy realizacja naszej misji i bilansowanie się przychodów i kosztów. Proszę pamiętać o naszej spółdzielczej tożsamości i związanej z tym tzw. działalności bezwynikowej.

Nie wszystko mi się w programach TV Toruń podoba. Cenię za to wasze programy kulturalne - jesteście jednym z niewielu mediów, które ze szczególną pieczołowitością opisują to, co się artystycznego dzieje w mieście.

- Bardzo miło mi to słyszeć.

Mówi się o was, że unikacie kontrowersyjnych tematów, że jesteście proprezydenccy i promarszałkowscy.

- Jesteśmy telewizją, która nie chce włączać się w żadną polityczną awanturę. Inne media mogą podawać informacje szokujące, tworzące atmosferę konfliktu. My jesteśmy telewizją pozytywną. Wolimy pokazywać, że ktoś robi coś dobrego dla miasta, niż prezentować negatywny wizerunek Torunia. Wokół nas powstaje naprawdę wiele pozytywnych rzeczy, na tym się skupiamy i po prostu chcemy o tym mówić i to pokazywać, zaczynając od zwykłych mieszkańców, ich zainteresowań i pasji, poprzez ciekawe inicjatywy miejskich i wojewódzkich instytucji, a kończąc na pracy lokalnych władz samorządowych i jej pozytywnych efektach. Wiem, że ludzie mówią, że wspieramy prezydenta Torunia albo marszałka województwa, ale taka jest nasza idea od początku i nie zamierzamy tego zmieniać.

Jak sobie pan wyobraża przyszłość sieci i stacji?

- Specjaliści od technologii mówią, że za 15 lat nie będzie już telewizji linearnej. Pamiętam z dzieciństwa jeden czarno-biały program, telewizory z dużymi kineskopami i spikerów, którzy zapowiadali kolejne audycje telewizyjne. Dziś nie potrzebujemy Jana Suzina i Edyty Wojtczak, bo mamy przycisk na pilocie. Za kilkanaście lat widz sam będzie konstruował sobie program jak z klocków i będzie oglądał, co chce i kiedy chce. Staramy się nadążać za tymi trendami i dlatego wszystkie nasze programy już kilka godzin po emisji pojawiają się w sieci.

Przyszłością jest internet. Zaczynaliśmy od modemów telefonicznych, które pozwalały na przesyłanie danych z szybkością 16kB na sekundę.

56 kB to był w tych czasach demon.

- (śmiech) A dziś mówimy o szybkości 250 Mb i przygotowujemy się do transferu o wielkości 1 Gb, planując dalszy rozwój. Za kilkanaście lat będziemy musieli się przyzwyczaić, że telewizja przeniesie się do internetu.

Zapewne nie będziemy tradycyjną siecią kablową, bo one znikną z rynku i skupimy się na usługach internetowych. Będziemy dostarczali sygnał, a widz będzie sam decydował, co chce oglądać w centrum multimedialnym w swoim domu. Od niego będzie zależało, czy wybierze tradycyjną stację telewizyjną czy na przykład Netflix.

Rozmawiał Grzegorz Giedrys

Janusz Żółtowski

Rocznik 1960. Dyrektor TV Toruń. Ukończył studia ekonomiczne na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu i studia podyplomowe w zakresie zarządzania nieruchomościami. Ma egzamin państwowy oraz dyplom Ministerstwa Skarbu Państwa, uprawniający do zasiadania w Radach Nadzorczych Spółek Skarbu Państwa.

25 lat TVK

Telewizja Kablowa Toruń należy do Młodzieżowej Spółdzielni Mieszkaniowej. W 1991 r. pierwsi torunianie zostali podłączeni do spółdzielczej kablówki.

Budowa spółdzielczej telewizji kablowej zaczęła się wiosną 1991 r., kilka miesięcy później mieszkańcy Osiedla Dekerta jako pierwsi mogli podłączyć do niej swoje telewizory - w ofercie było wówczas 10 kanałów. W 1992 r. wystartował własny kanał TVK.

Sieć udostępnia programy telewizyjne w wersji cyfrowej i analogowej, szerokopasmowy internet oraz prowadzi telefonię stacjonarną. Dziś ma prawie 25 tys. abonentów, a sygnał TV Toruń dociera do ok. 150 tys. mieszkańców.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.