Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Plakat zapowiadający spotkanie: "Żołnierze wyklęci 1944-1963, spotkanie tematyczne z gościem honorowym, prowadzone przez Młodzież Wszechpolską, organizowane przez X LO im. prof. Stefana Banacha" zniknął z sieci w poniedziałek rano, usunięto też wydarzenie z Facebooka. Stało się to po burzy w internecie i negatywnych opiniach torunian, w tym wielu byłych absolwentów ZS nr 10 im. prof. Stefana Banacha, którzy skrytykowali pomysł organizacji zajęć pozalekcyjnych przez Młodzież Wszechpolską. Tematem spotkania byli "żołnierze wyklęci", a gościem honorowym i ekspertem - Karol Maria Wojtasik, toruński radny PiS.

Stanowczy sprzeciw

Na profilu szkoły rozgorzała gorąca dyskusja. "Nie ma zgody na spotkanie z przedstawicielami Młodzieży Wszechpolskiej w szkole w Toruniu. Jak możecie Państwo wpuszczać w swoje progi ksenofobów, nacjonalistów, ludzi, którzy uważają, że mają prawo mówić, kto jest prawdziwym Polakiem, a kto nie, którzy nie mówią całej skomplikowanej prawdy o żołnierzach wyklętych? Czy macie Państwo braki kadrowe wśród nauczycieli historii i teraz będą jej uczyć w szkole reprezentanci organizacji o tak wątpliwej reputacji? Mam nadzieję, że to jakieś niedopatrzenie i że szkoła zdoła się wycofać z niefortunnych zaprosin - napisała Olga Kwiatkowska. Pojawiło się także wiele ostrzejszych wypowiedzi, m.in.: "Szkołę kocham, skrajnej ksenofobicznej prawicy nienawidzę", "Wpuszczanie profaszystowskiej, antysemickiej organizacji do szkoły to absolutny skandal!".

Odwołania spotkania domagał się także toruński okręg Partii Razem. W liście do dyrekcji pisał m.in.: "Wpuszczanie MW do szkół budzi tym większe zaniepokojenie, że w ostatnim czasie nasila się problem napadów na obcokrajowców przebywających w Polsce. Takie skandaliczne zdarzenia miały miejsce także w Toruniu. Odpowiedzią władz szkoły na to niepokojące zjawisko nie może być zapraszanie na wykład organizacji nacjonalistycznej".

Dyrektor jest za...

Dyrekcja szkoły nie widzi jednak nic niewłaściwego w formule ani w organizatorach wydarzenia - spotkanie doszło do skutku. - Zgłosił się do mnie senat uczniowski z prośbą o organizacje zajęć dotyczących "żołnierzy wyklętych". Wśród nich byli sympatycy i członkowie MW - mówi Michał Dąbkowski, dyrektor ZS nr 10. - Nie ukrywam, że było to powodem moich dylematów, ale zgodziłem się. Mam świadomość, jak skrajne emocje budzi organizacja, ale MW nie jest prawnie zakazana.

Dyrektor zapewnił, że będzie moderatorem spotkania i jeśli pojawi się jakakolwiek próba indoktrynacji czy politycznych manifestacji, wówczas natychmiast je przerwie.

...i chce pytań na piśmie

Spotkanie zaczęło się od zgrzytów. Dyrektor nie był zadowolony, gdy pojawili się na nim zaniepokojeni rodzice, media i przeciwnicy pomysłu. Ostatecznie się zgodził, by w nim uczestniczyli. Nie chciał jednak odpowiedzieć na pytania o pobudki, jakimi się kierował, gdy zgadzał się na uczestnictwo i rolę MW w spotkaniu. - To państwo nadajecie polityczny ton temu wydarzeniu i zakłócacie jego przebieg. Pytania do mnie proszę skierować na piśmie - odpowiadał zebranym.

Spotkanie było wielokrotnie przerywane także po tym, gdy na salę weszła grupa uczniów ZS nr 10 z transparentem mówiącym o braku tolerancji dla faszyzmu i nacjonalizmu. - To nie powinno się wydarzyć w szkole. MW to organizacja nacjonalistyczna, z nawiązaniami rasistowskimi - tłumaczył Bartosz Szymański. - Próbowaliśmy już wcześniej interweniować, bo wydarzenie to nie podoba się wielu uczniom. Ale jak widać, bez skutku.

Co na temat MW w miejskiej placówce sądzi toruński magistrat? - Za decyzje podejmowane w szkole odpowiada jej dyrektor - mówi Anna Kulbicka-Tondel, rzeczniczka prezydenta. - Prezydent Michał Zaleski wysłał do dyrektora list z prośbą o wyjaśnienie, czy przy organizacji spotkania dopełnione zostały wszelkie formalności. Zgodnie bowiem z art. 56 ustawy o systemie oświaty na działalność stowarzyszeń i organizacji w szkole powinna być nie tylko zgoda dyrektora, ale też pozytywna opinia rady szkoły i rady rodziców.

Komentarz

Dyrektor Dąbkowski powinien strzec apolityczności publicznej szkoły jak źrenicy oka. Tymczasem robi zupełnie odwrotnie, dopuszczając do spotkania firmowanego przez organizację, nawet jeśli legalną, to jednak - jak sam przyznaje - "budzącą skrajne emocje". Ani to rozsądne, ani wychowawcze, bo bardziej pogłębia podziały wśród powierzonych jego opiece młodych ludzi, niż uczy tolerancji. Kto jak kto, ale pedagog, a tym bardziej dyrektor, powinien o tym pamiętać. Z tego eksperymentu pedagogicznego dyrektorowi należy się pała, którą władze miasta winny wpisać mu do dyrektorskiego dzienniczka.

Sławomir Łopatyński

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.