Zaliczani do najbogatszych ludzi w Polsce Roman i Grażyna Karkosikowie, oskarżeni o manipulację na giełdzie, stanęli przed sądem w Toruniu. Nie przyznają się do winy - ich zdaniem dokonali po prostu legalnych i stosowanych w praktyce giełdowej operacji, na których nikt nie stracił.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Małżonkowie mieszkający w Kikole nieopodal Torunia do sądu przyjechali maybachem. Roman Karkosik przed rozprawą tryskał humorem, odpowiadał na pytania dziennikarzy i pozował fotoreporterom do zdjęć. Twierdzi, że jest niewinny i nie ma nic przeciwko podawaniu jego nazwiska w mediach, chociaż jako oskarżony mógłby występować jako Roman K. Jedynie jego żona prosiła, by nie robić jej zdjęć.

KNF: To była manipulacja

Znani inwestorzy giełdowi są oskarżeni o to, że w 2013 r. dokonali manipulacji na giełdzie. Przeprowadzili wówczas między sobą - mają rozdzielność majątkową - szereg transakcji typu cross na akcjach spółki Boryszew, które znacząco nie wpłynęły na ich stan posiadania. Prokuratura stanęła na stanowisku, że te operacje zafałszowały rzeczywisty obraz co do popytu i podaży na akcje spółki i mogły wpłynąć na ich kurs, a ich celem było ratowanie Boryszewa przed wypadnięciem z elitarnego indeksu WIG20. To jednak nie prokuratura jest najbardziej aktywna w oskarżaniu inwestorów, przed rozprawą była nawet gotowa przystać na warunkowe umorzenie sprawy. Osądzenia Karkosików stanowczo domaga się Komisja Nadzoru Finansowego, która występuje jako oskarżyciel posiłkowy. W piątek jej przedstawiciel nie pojawił się jednak w sądzie.

Grażyna Karkosik: Pomogłam mężowi

Grażyna Karkosik nie przyznała się do winy i zapowiedziała, że będzie odpowiadać tylko na pytania swojego adwokata Jacka Krężelewskiego. Mecenas dociekał, w jakim celu w ogóle dokonywała transakcji. Odpowiedziała, że prosił ją o to mąż, by "uporządkować podatki".

- Jedynym celem była optymalizacja podatkowa. O ile mi wiadomo, nikt nie poniósł szkody na tych transakcjach - mówiła inwestorka.

Roman Karkosik też nie przyznał się do winy, odmówił składania wyjaśnień. W tej sytuacji sędzia Ewa Lemanowicz odczytała to, co znany inwestor zeznał wcześniej w prokuraturze. W śledztwie szczegółowo tłumaczył, jak i po co dokonywał transakcji, przy których korzystał z pomocy szeregu doradców i prawników.

Roman Karkosik: Chodziło o legalną optymalizację podatkową

Karkosik wyjaśniał, że ma wiele akcji Boryszewa, za które płacił od 10 gr do 1 zł. W 2013 r. rynkowa cena akcji wynosiła między 40 gr a 60 gr. Inwestor nie chciał pozbywać się swoich papierów wartościowych, zależało mu jednak, by były zaksięgowane jako kupione po aktualnej cenie rynkowej, a nie nieaktualnej, bo ma to wpływ na wymiar podatku dochodowego. Dlatego postanowił sprzedać i od razu odkupić swoje akcje.

- Tego typu operacje są legalne i w pełni akceptowane w różnych systemach podatkowych - dowodził Karkosik, posiłkując się opiniami prawników i podkreślając, że KNF nie opublikowała żadnego katalogu praktyk rynkowych, który by tego zabraniał.

Zdecydował się na transakcje typu cross (polegają na zleceniu sprzedaży i kupna tych samych walorów), wówczas nowy instrument na rynku kapitałowym, bo - jak tłumaczył - jego pełnomocniczce udało się wynegocjować od nich wyjątkowo niską prowizję w biurze maklerskim. Inwestor zarzekał się, że nie miał świadomości, by mogło to wpłynąć na pozostanie Boryszewa w WIG20, twierdzi też, że jego operacje nie zmieniły kursu akcji i żaden inny inwestor nie poniósł przez to straty.

Sprawa karna jest, w ocenie inwestora, elementem wojny, jaką toczy z nim KNF. Przypomniał, że w 2007 r. Komisja wlepiła mu 200 tys. zł kary, zakwestionował ją jednak i wygrał w sądzie. Zarzucał też biegłemu, którego opinią posiłkowała się prokuratura, że jest nieobiektywny, bo pracował wcześniej w KNF. Wytykał mu pomyłkę w rachunkach i brak rozeznania w praktykach stosowanych na rynku kapitałowym.

- Jestem pewien, że nigdy nie był aktywnym uczestnikiem giełdy. Na podstawie jego opinii należałoby dojść do wniosku, że zdecydowana większość graczy giełdowych to manipulatorzy - ironizował Karkosik.

Proces giełdowych krezusów

Akt oskarżenia przeciw małżonkom sporządziła Prokuratura Okręgowa w Warszawie, również stołeczny wymiar sprawiedliwości zwykle rozpatruje sprawy giełdowe. Proces toczy się jednak przed Sądem Rejonowym w Toruniu, bo w pobliżu mieszkają oskarżeni i większość świadków. Małżonkom grozi do 5 mln zł grzywny i do 5 lat więzienia. Do pomocy zaangażowali kilku prawników, w tym byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego i byłego wiceministra Michała Królikowskiego.

Karkosikowie od lat pojawiają się na listach najbogatszych Polaków. W tym roku "Forbes" oszacował, że Roman Karkosik ma majątek wart 1,34 mld zł i umieścił na 12. miejscu swojego rankingu. Z wykształcenia cukrownik, przygodę z biznesem zaczynał jeszcze w PRL od niewielkich interesów. Po transformacji ustrojowej wielkiej fortuny dorobił się na giełdzie. Boryszew to największa z kontrolowanych przez niego spółek. To obecny na kilku kontynentach koncern przemysłowy, najwyższe przychody przynosi mu obecnie produkcja części samochodowych.

Kolejna rozprawa w czerwcu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Mikołaj Chrzan poleca
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Kikół leży koło Lipna a nie Torunia, tak samo jak Toruń koło Bydgoszczy.
    @pavvel77 oŚle bRZydgoszczu leży koło Torunia
    już oceniałe(a)ś
    0
    4
    Karkosik przyjeżdża do sądu Maybachem, a prokurator....autobusem. Teoretyczne to państwo ziobrowe. Nawet maksymalny wymiar kary byłby symboliczny dla takiego człowieka. Chodzi tu wyłącznie o uzyskanie przyzwolenia od sądu dla tego typu praktyk.
    już oceniałe(a)ś
    3
    8
    The Decline and Fall of the Roman Empire
    już oceniałe(a)ś
    2
    8