Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ekantor.pl Falubaz wygrał w niedzielę Zielonej Górze 47:43, ale tydzień wcześniej przegrał na Motoarenie 40:50. Ze zwycięstwa w półfinałowym dwumeczu cieszyli się więc torunianie.

Torunianie dopasowali się do toru

- Oczywiście jesteśmy bardzo rozczarowani tym, że nie awansowaliśmy do finału - powiedział Jarosław Hampel, który zawalił mecz w Toruniu, ale w rewanżu jeździł dużo lepiej. Wracający po ciężkiej kontuzji zawodnik zdobył 9 punktów. - Nie jeżdżę jeszcze na sto procent. Nie stwarzam zagrożenia na torze, ale nie czuje się jeszcze pewnie w czasie jazdy. Przecież nie ścigałem się przez 15 miesięcy, dla mnie sezon dopiero się rozpoczyna. Wystartowałem dopiero w kilku oficjalnych zawodach, a i tak wynik nie jest zły.

Rewanżowe spotkanie nie wyszło kapitanowi Falubazu Piotrowi Protasiewiczowi. świetnie ścigał się na toruńskiej MotoArenie, na własnym torze zdobył tylko 6 punktów. - Nie róbmy pogrzebu z tego wyniku, przecież wygraliśmy - zauważył. - A że za mało, cóż tak bywa, taki jest sport. Rywale byli lepsi w dwumeczu i tyle. Za każdym razem powtarzałem, ze szanse obu zespołów są porównywalne. Nie poszło mi, mówi się trudno. Przez cały mecz szukałem prędkości. Ciężko było mi też upilnować przeciwników na starcie w sytuacjach, gdy goście stosowali rezerwy taktyczne. Ja jeździłem w tych wyścigach, a to jest naprawdę trudne walczyć na starcie z dwoma wysokiej klasy rywalami. Nie dałem rady obu przypilnować. Po naszym wysokim prowadzeniu na początku meczu torunianie dopasowali się do ścieżek toru, który wyglądał jakby nie był nasz. Szukałem prędkości w miejscach, w których zwykle jechało się dobrze, ale nie mogłem jej znaleźć. Była za szybka ścieżka przy krawężniku i tyle. W poprzednich meczach nasz tor był inny. Nie było na nim walki, nie dało się dobrze ścigać.

Pomogły rezerwy taktyczne

- Piotr Protasiewicz miał słabszy dzień, spóźniał starty. Nie wiem, może był mniej skupiony - stwierdził Marek Cieślak, trener Ekantor.pl Falubazu. - A przy tak klasowych rywalach, tak duże straty poniesione w starcie, jest bardzo ciężko odrobić. Ale nie winię go za brak awansu do finału. Przecież świetnie jeździł w pierwszym meczu, a w Toruniu zawalił za to Patryk Dudek [zdobył 4 pkt, w Zielonej Górze 11 - red.]. Piotr w innych meczach był naszym liderem, cały sezon ma bardzo dobry. Oczywiście smutno mi, ale co zrobić, taki jest sport. Drużyna z Torunia ma klasowych zawodników. Nie powinniśmy tak wysoko przegrać w pierwszym meczu. Byłem zaskoczony, że tak szybko odrobiliśmy starty [po trzech wyścigach było 14:4 - red.]. Torunianie szybko jednak dopasowali się do toru. Przecież jeździł tu kiedyś Greg Hancock, a jego informacje są informacjami całej drużyny. Bardzo pomogły gościom też rezerwy taktyczne. Wielka szkoda, że nie awansowaliśmy. Zrobimy wszystko, żeby zdobyć brązowy medal.

Drużyna dała z siebie wszystko

Lider zespołu z Torunia Greg Hancock mówił: - Wykonaliśmy dużo ciężkiej roboty. Wszyscy są zaskoczeni, bo to Falubaz był już widziany w finale. To szok, że udało nam się awansować. Cała drużyna dała z siebie wszystko.

W finale PGE Ekstraligi torunianie zmierzą się ze Stalą Gorzów. Pierwsze spotkanie 18 września na Motoarenie. Początek o 19.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.