A przecież miało być tak wspaniale – internet miał nas wyzwolić i otworzyć, ale tymczasem niechętnie konfrontujemy się z innymi opiniami o świecie, wolimy mentalny ekwiwalent grodzonego osiedla, do którego obcym bronimy dostępu. Nie słuchamy innych, a słuszność naszych poglądów udowadnia nam liczba lajków, komentarzy i udostępnień. Taką właśnie zależność odkryła włoska badaczka Michela Del Vicario. Jej zdaniem mamy tendencję do akceptacji wiadomości, które są zgodne z naszą wizją świata, a odrzucamy całkowicie te, które się w tej wizji nie mieszczą – nad niczym się w internecie nie zastanawiamy i nie mamy żadnych wątpliwości.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej