Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

* O co chodzi w Akademii Opowieści?

* Wyślij zgłoszenie konkursowe

* Zapoznaj się z REGULAMINEM

Dariusz Kowalski, szef pubu Pamela i wytwórni płytowej HRPP Records

Gdy zaproponowano mi napisanie kilku zdań o najważniejszych ludziach w moim życiu, myślami wróciłem do niedawnej rozmowy z Leszkiem Winderem. Po koncercie jednej z jego formacji w moim klubie tradycyjnie przyszedł czas na rozmowę.

Myślę, że mamy deficyt wzajemnych kontaktów. Obaj jesteśmy zwolennikami tradycyjnych rozmów, a ich częstotliwość w naszym przypadku wyznaczają organizowane przeze mnie koncerty Leszka. Gdy się spotykamy, mija kilka minut, które poświęcamy na wymianę bieżących informacji, a później rozmowa toczy się już w jakimś konkretnym kierunku. Ponieważ mamy wspólne plany muzyczne, przeważnie one w niej dominują. Tym razem Leszek zapytał: „Co powoduje, że chce ci się to wszystko robić? Wydawać płyty, organizować koncerty?”. Kompletnie mnie tym zaskoczył.

W pierwszej chwili chciałem odpowiedzieć, że te same względy, które powodują, iż jemu chce się nadal występować. Jednak po chwili refleksji moje myśli poszły w zupełnie innym kierunku. Powiedziałem: „Leszku, jedna z pierwszych scen, którą pamiętam ze swojego życia jest taka: wielkie lampowe radio z wbudowanym u góry gramofonem i moja Mama, sadzająca mnie na nim. Nie wiem, ile miałem wtedy lat. Zapewne niewiele. Nie pamiętam, czego słuchaliśmy. Pamiętam jedynie pocztówki dźwiękowe obracające się na talerzu gramofonu. Po prostu w moim życiu muzyka była zawsze”. Zdziwiony byłem nie tylko tym, co odpowiedziałem, ale również faktem, iż ta myśl wracała do mnie wielokrotnie przez kilka kolejnych dni.

Porządkując wspomnienia, skonstatowałem, że z biegiem czasu gramofony w domu rodzinnym się zmieniały. Obok pocztówek dźwiękowych pojawiły się płyty winylowe, a mnie nie dało się już posadzić na odbiorniku radiowym. Mimo potężnych problemów dnia codziennego, z którymi rodzice musieli się borykać w epoce realnego socjalizmu, muzyka zawsze była w tle. Powoli zacząłem rozróżniać wykonawców. W pamięci wryli mi się rodzice żywo komentujący recital Abby w Telewizji Polskiej oraz występ Marka Grechuty na festiwalu w Opolu. Przypomniałem sobie Studio 2 oraz programy z udziałem Africa Simone'a oraz grupy Manhattan Transfer.

Oglądałem je z rodzicami. Zdałem sobie sprawę z tego, że pokłady energii, z których czerpię na co dzień, są o wiele głębiej położone, niż to mi się wydawało. Uświadomiłem sobie, że kroplówka w postaci tego typu realizacji telewizyjnych musiała w moich rodzicach podsycać tylko głód świata. Występy Ałły Pugaczowej raczej go nie zaspokajały.

Pomyślałem, że zarażony ich pragnieniami w jakimś stopniu staram się je spełniać. Oczywiście z upływem czasu, jako nastolatek, miałem już własny świat i dalszego rodzinnego słuchania płyt już raczej nie kojarzę. Ale to, co wyniosłem z dzieciństwa, w dużej mierze mnie ukształtowało. Niestety nie mam już szansy na skonfrontowanie moich wspomnień z Mamą i Tatą.

Może ta refleksja przyszła zbyt późno? Nie tylko z tych względów są najważniejszymi osobami w moim życiu. Czasami oczywiste rzeczy stwierdzić najtrudniej.

Jacek Chmielewski, fotografik i organizator toruńskich giełd winylowych

Każdy etap mojego życia jest wyjątkowy przez to, że współtworzą go wyjątkowi ludzie. Dzięki nim dzieje się tak wiele. To są osoby nadal mi bliskie, których poznanie i wspólne działanie wytyczało swojego rodzaju niepisany plan działań na wiele lat, najczęściej na około dekadę. Nie ze wszystkimi tymi osobami jestem w ciągłym kontakcie. Często dlatego, że powiązania zawodowe bardzo niszczą relacje. W moim przypadku bardzo ciężko było łączyć jedno i drugie – życie towarzyskie i przyjaźń z życiem zawodowym. Wiele przyjaźni jednak mimo to przetrwało.

Ważne były także osoby, które znałem wyłącznie z utworów literackich, muzycznych i audycji radiowych. Wszystkie z nich pomogły mi ukształtować się zawodowo, usamodzielnić, zrozumieć świat, nauczyły kochać świat, drugiego człowieka. Najchętniej żadnej z nich bym nie wymienił z nazwiska, gdyż w swoim życiu robią często coś zupełnie innego niż w czasie, gdy działy się rzeczy przełomowe i ważne dla mnie. Może nie zawsze są zadowoleni, że tak się rzeczy potoczyły?

W., D., M., G., A. i T. oddziaływali na mnie muzycznie. To druga połowa lat 70., lata 80. i 90. Każda z dekad należała do kogoś innego i zostawiła ślad w mojej domowej płytotece, na to, co przeglądam na giełdach płytowych. Najważniejsza i najbardziej rozpoznawalny z nich to George Harrison, który jest ze mną od ponad 30 lat, mimo że nigdy go nie poznałem, a od 16 lat nie żyje. Przyjaciele nazywają mnie duchowym wcieleniem Harrisona, zapewne dlatego że jestem podobnie wycofany, nie pcham się przed szereg. Nie jestem typem bawidamka jak Paul McCartney.

M., A., K., H., W. oddziaływali na mnie poprzez sztukę. Bez nich nie obejrzałbym setek wystaw, nie przeczytał książek, nie przejrzał tylu albumów. Mój początek zainteresowania fotografią to album fotografii radzieckiej obejrzany około 1985 roku w pracowni u mojego ojca – wówczas jeszcze na Sienkiewicza 6, w starym budynku szkoły pruskiej. Gdyby nie ten album i gdyby nie wystawy nieżyjącego już kolegi ze Związku Polskich Artystów Fotografików Andrzeja Maźca, to nie sięgnąłbym po aparat fotograficzny i nie zaczął swojej pasji. Z niczego by się nie wzięła. To, co zrobiłem w fotografii, zawdzięczam dokumentalistom lat 70. i 80.

M., E., G., M. to zaś najlepsi moi uczniowie fotografii, którym zawdzięczam nie mniej niż mistrzom. Byli słuchaczami na warsztatach prowadzonych przeze mnie w Toruniu i Elblągu. Los różnie się potoczył. Jedni pozakładali firmy, wybrali artystyczne studia, pracują jako fotoreporterzy, zgarnęli nagrody, jedni pracują w kuchni. Ernest Wińczyk jest moim uczniem i wieloletnim przyjacielem mieszkającym obecnie w Warszawie. Dyplom, który obronił w zeszłym roku na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, jest chyba zwieńczeniem naszej wspólnie dzielonej pasji.

Jeśli chodzi o kobiety, wszystkie poznałem po to, by w końcu poznać moją żonę Anię i znaleźć szczęście.

Akademia Opowieści

Kim jest najważniejszy człowiek w Twoim życiu? Napisz nam. Weź udział w konkursie z nagrodami. Można zdobyć: 5, 3 i 2 tys. złotych.

„Akademia Opowieści” Dużego Formatu czeka na opowieści. Może to właśnie wasz bohater będzie tak interesujący, że pozna go cała Polska. I znajdzie swoje miejsce w historii. Dajcie mu szansę, zasługuje na to. Zapoznaj się z regulaminem i wyślij do nas zgłoszenie konkursowe wyborcza.pl/akademiaopowiesci

Wasze prace zbieramy do 31 marca 2017 roku.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.