Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

O Jolancie Małeckiej mówi jej syn Robert

Jestem szczęściarzem. Ilekroć wracam do najstarszych wspomnień, zawsze trafiam na to jedno. Wstaję z łóżka i idę do kuchni. Wieżowiec na Rubinkowie, czwarte piętro, linoleum na podłodze, za oknem szaruga. Razi mnie światło mrugającej jarzeniówki zamontowanej pod wiszącymi szafkami. Kuchnia wąska jak tramwaj. A w niej ona, w białej koszuli nocnej z gęstymi, długimi włosami, które zarzuca sobie na twarz, bo wcześniej proszę, żeby zrobiła „czarownicę”. Straszy mnie tym swoim „ buuu, buuu” i udaje, że chce złapać, a ja uciekam i zaśmiewam się do łez. Po chwili słyszę jej śmiech.

Kilka lat później. Nastawiam budzik tuż przed północą, bo obiecuje, że wspólnie ze starszym bratem będziemy wywoływać duchy. Sami ją namówiliśmy, zapewne płaczem. Zgadza się tylko dlatego, że wie, jak to się skończy. Ja jeszcze nie. Zrywam się więc w nocy i dopiero wówczas dociera do mnie, że nie dam rady. Boję się, ale idę do niej, bo przecież jeszcze nie śpi. Widzę światło w pokoju rodziców. Ceruje coś albo robi na drutach. Kiedy do niej zaglądam, widzę jej uśmiech. Przytula mnie, wracam do łóżka i nawet nie śnią mi się koszmary.

Jeszcze później. Siedzimy w dużym pokoju, w tym samym wieżowcu, i na kolorowym rubinie oglądamy „997” Fajbusiewicza. Już sam dżingiel wywołuje dreszcze, nie mówiąc o tym, co na ekranie. Po tym, jak mama wstanie i wyłączy telewizor, jeszcze chwilę rozmawiamy. Trochę się boję, ale mam jej uśmiech. Ten sam uśmiech, który towarzyszy mi przez całe życie, we wszystkich najważniejszych momentach. Po egzaminach do liceum, na maturze i po ukończeniu studiów, na ślubie i po tym, jak urodził się mój syn. Oprócz uśmiechu mam jej codzienny spokój i zwykłą życiową mądrość. Do dziś są dla mnie, ojca dziewięciolatka, najlepszym drogowskazem.

Jestem szczęściarzem. Mama wciąż się do nas uśmiecha. Dzięki, Mamo! Kocham Cię.

O Sylwii Wierzbickiej-Dwojnych mówi jej córka Anna

Mojej Mamie jestem wdzięczna za to, że nigdy nie próbowała wpłynąć na to, kim będę. Choć sama jest lekarzem, nie naciskała ani nawet nie sugerowała, bym studiowała medycynę. A to często spotykało się ze zdumieniem jej znajomych z pracy, którzy zakładali, że jedyną ścieżką kariery dla córki lekarki są studia medyczne lub prawnicze.

Mama akceptowała wszystkie moje wybory, zarówno te dotyczące wybranych przeze mnie „ nieprzyszłościowych” (zwłaszcza w mniemaniu osób z jej środowiska) kierunków studiów (socjologia, filozofia), jak i moich pasji, sposobu bycia, podejmowanych zajęć i ludzi, którymi się otaczałam. Oczywiście do tej pory nie przestaje się o mnie troszczyć, często wyraża wątpliwości wobec moich planów, za każdym razem dzieli się swoim zdaniem i udziela mi rad, ale mimo różnic naszych charakterów, zainteresowań i poglądów – zawsze szanowała moje decyzje i dawała mi dużo swobody.

Usłyszeć od swojej Matki: „Chcę, żebyś była szczęśliwa”, jest szczęściem. Zrozumiałam to, stykając się z osobami, które nie miały takiego szczęścia.

Mama też nauczyła mnie empatii – myślenia o pragnieniach i uczuciach innych ludzi. Kiedyś irytowała mnie stwierdzeniem: „ktoś niech będzie nie w porządku, ale pokaż, że ty jesteś w porządku”. Dziś myślę, że – parafrazując Bartoszewskiego – nie zawsze się to opłaca, ale warto.

Najbardziej jednak jestem Jej wdzięczna za to, że zawsze mogę na nią liczyć i rozmawiać z nią szczerze na każdy temat. Od dwudziestu dziewięciu lat Mama jest świadkiem moich radości, smutków, porażek, sukcesów, problemów, fascynacji, wątpliwości. Obecna zawsze wtedy, kiedy Jej potrzebuję.

O Krystynie Hinc mówi jej córka Matylda

Wielu powie: „to nasza pani z dziekanatu” – dla niektórych wyrocznia o surowym wyrazie twarzy, dla innych pomoc w każdej sytuacji. Niejeden tytuł magisterski zrodził się przy jej udziale. A Krystyna z dziekanatu to moja mama.

Swoje studenckie lata przeżyłam z dala od mamy, szalejąc i podróżując. Otrzymałam od niej to, co w życiu najcenniejsze – wolność. Od nastoletnich lat miałam swobodę przy decydowaniu zarówno w sprawach błahych, jak i przy dokonywaniu tzw. życiowych wyborów. Dało mi to wiele satysfakcji, ale i przysporzyło nie lada kłopotów. Zawsze jednak wiedziałam, że mama czuwa, jest na dobre i na złe. Po latach wróciłam blisko.

Dziś sama będąc mamą, dorosłą kobietą, mogę powiedzieć, że moja mama z pewnością jest moją najlepszą przyjaciółką.

O Kazimierze Bąkowskiej-Suleckiej mówi jej córka Joanna Scheuring-Wielgus

Moja mama to fajterka. Jeśli ktoś pyta mnie o silne kobiety, to pierwsza w głowie jest zawsze mama. Do tej pory nie wiem, jak ona to robi, że ma na wszystko i dla wszystkich czas. Jest szybsza w pomocy innym niż błyskawica. Zawsze o wszystkim i o wszystkich pamięta, nie zapomina, jest skarbnicą wiedzy rodzinnej. To ona wbiła do głowy naszej czwórce (mam siostrę i dwóch braci), że samodzielność w życiu to zaleta. To przez nią zakochałam się w kinie. I od dziecka z podziwem patrzę, jak swobodnie potrafi na prostych nogach dotknąć całymi dłońmi podłogi.

O Kasi Łukomskiej mówi jej syn Kajetan

Moja mama jest fundamentem tego, co w życiu osiągnąłem. Zawsze powtarzała mi, że za cokolwiek się zabiorę, to na pewno mi się uda. Ta pewność siebie, którą we mnie zasiała, zaowocowała elastycznym trybem życia i pracy, którego nie zamieniłbym na żaden inny. Mama nie znosi też obłudy i nauczyła mnie, że kłamstwo ma krótkie nogi. Zaszczepiła we mnie szacunek dla każdego człowieka z osobna, tolerancję i chęć sprawiania, żeby świat był o tę moją kroplę wkładu lepszy.

Zachęcała mnie do czytania książek, oglądania filmów, puszczała mi muzykę, która ukształtowała moją wrażliwość. Do dzisiaj większość muzyki, którą komponuję, ma w sobie tę polifonię i podniosły, emocjonalny klimat charakterystyczny dla mamy ulubionych utworów Procol Harum i Mike'a Oldfielda, które puszczała w domu i w swoich audycjach radiowych. Moja miłość do elektronicznych brzmień pewnie bierze się z kosmicznych seansów w Planetarium przy akompaniamencie muzyki Jarre'a, na które mnie zabierała. Nalegała, żebym chodził na dodatkowe zajęcia po szkole, co pozwoliło mi wyjechać na świetne studia do Wielkiej Brytanii. Gdy okazało się, że kocham rysować, to zachęcała mnie do rozmów ze swoimi znajomymi artystami, dzięki czemu mogłem ukierunkować swoje zainteresowania.

Dzisiaj uczę się od niej jeszcze więcej – jako spełniona mama dwójki dzieci może sobie pozwolić na kontynuowanie swoich pasji, jeżdżenie z nami na festiwale i koncerty, korzystanie z nowych technologii. Dzięki temu wiem, że kiedy będę w jej wieku, to jej wzorem nie stracę tego głodu wiedzy i doświadczeń, który jej zawdzięczam. Jeśli nie jest to nieodpowiednie, to zwrócę się teraz do niej osobiście: dziękuję, piękna istoto! Jesteś najlepsza!

O Dorocie Kąckiej mówi jej córka Justyna Dorota

Chciałabym móc powiedzieć, że jestem podobna pod względem charakteru i usposobienia do mojej Mamy. Jest ona dla mnie nieodzownym wzorem do naśladowania. Często słyszałam od znajomych, że mam wspaniałą, kobiecą i delikatną Mamę. I tak właśnie jest! Nauczyła mnie wielu istotnych rzeczy tj. działań, które pomagają mi przezwyciężać moje słabości, pielęgnować talent i kierować się ambicją. W trudnych chwilach powtarzała mi, że żadne doświadczenie nie jest z natury złe – jest neutralne i to od nas zależy, jakie wnioski, naukę z niego wyciągniemy i jak nas ukształtuje.

Moja Mama Dorota, zawsze dbała i dba o to, żebym nie traciła wiary w siebie. Od kiedy pamiętam, zawsze mnie wspierała we wszystkich pomysłach i próbach odnalezienia własnego ja. Była przy mnie, kiedy grałam na popisach w szkole muzycznej, gdy występowałam na scenie w teatrze, lub żonglowałam ogniem na pokazach. I mimo że wiem, że stresowała się bardziej niż ja, to nigdy nie dała po sobie poznać, że we mnie wątpi.

Najbardziej jednak jestem jej wdzięczna za to, że potrafiła przecierpieć moje całonocne „remonty” w pokoju; przemeblowania, malowanie ścian i wszelkiego rodzaju stolarskie zabiegi o trzeciej w nocy. Dzięki jej cierpliwości odnalazłam drogę do zawodu architekta wnętrz, w którym chce się realizować.

Zabawnymi z perspektywy czasu słowami, jakie Mama mi mówiła, będąc na mnie zła, to to, „żeby mnie los pokarał takim dzieckiem, jakim ja jestem”, a ja myślę sobie, żeby moje dziecko miało tyle szczęścia, żeby mieć taką Mamę, jaką mam ja. Tyle miłości, wyrozumiałości i wiary we własne pociechy, ile dała mi Moja Mama, życzę wszystkim Mamom.

O Gertrudzie Piotrowskiej mówi jej córka Kinga

Pierwsza do wszelkiej pomocy, wsparcia i otuchy – nawet gdy sama jej potrzebuje. Silna, rezolutna, samodzielna i odważna. Będąca w stanie wymyślić szczęście, gdy go brakuje. Bohaterka i wojowniczka. Konstruktorka i kreatorka – nikt jak ona nie potrafił wymyślić „czegoś z niczego”. Najwierniejsza fanka. Skromna ponad miarę i przekładająca cudze szczęście ponad swoje. Trochę zmartwiona, że duże dzieci jeszcze nie dorosły, ale zawsze akceptująca. Strażniczka czapki na głowie po kąpieli i skarpet na nogach „po domu”. Magik i iluzjonistka mająca własną sztukę rozmnażania czasu, by zdążyć „wszystko”. Nikt jak ona – Mama. Dziękuję, że jesteś Najlepsza.

O Emilii Nowińskiej-Majczuk mówi jej syn Krzysztof

Rodzina jest najważniejsza. To jedna z zasad, którą przekazała mi moja mama. Wsparcie i pomoc w trudnych chwilach są podstawą naszych relacji.

Wiele razy w swoim życiu obierałem różne nietypowe kierunki, szukałem drogi, którą chciałbym podążać – nawet moja ścieżka zawodowa jest specyficzna. Za każdym razem moja mama akceptowała moje decyzje. Właśnie to jest ważne, aby akceptować wybory naszych bliskich, jeżeli oni uważają je za słuszne, chociaż czasem nie do końca się z nimi zgadzamy.

Matka zaszczepiła we mnie silne poczucie sprawiedliwości, nauczyła mnie tego, aby traktować każdego człowieka w ten sam sposób, dzięki czemu otwarty umysł i akceptacja inności to dla mnie coś absolutnie naturalnego. Drogowskazem w moim życiu jest może banalnie brzmiące, ale jakże aktualne zdanie: „Po prostu być dobrym człowiekiem”, które bardzo często słyszałem z ust mojej mamy, a teraz powtarzam mojemu synowi.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.