Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Spotkanie w sali koncertowej na Jordankach poprowadził Jarosław Jaworski. Znaczna część rozmowy dotyczyła filmu „Milczenie polskich owiec”, który wyreżyserował Maciej Stuhr, a zagrali w nim studenci Akademii Teatralnej w Warszawie. – Chciałem, żeby to była komedia w jakimś stopniu o mnie. Mój ojciec zawsze powtarzał: „Jak chcesz się pośmiać z innych, to powinieneś zacząć śmiać się z siebie”. Pokazałem nasze środowisko filmowe w krzywym zwierciadle i polski szołbiz, który czasami bywa żałosny – opowiadał Stuhr.

Film, jak się okazuje, jest efektem zajęć na przedmiocie „praca z kamerą”. Aktor przyznał, że w pewnym stopniu współczuje swoim studentom. – Gdy już się dostaną na studia aktorskie, pokonując 2 tys. konkurentów, wydaje im się, że świat stoi przed nimi otworem, ale nie wiadomo którym – opowiadał. – A gdy ktoś przejdzie się korytarzami polskich szkół teatralnych, zobaczy tablice z nazwiskami absolwentów kolejnych roczników. Na każdym roku jest plus minus 20 studentów. Jeśli państwo są w stanie przyporządkować do twarzy dwa nazwiska, to jest bardzo dobrze, a gdy trzy nazwiska – to możemy mówić o wybitnym roku.

Artysta opowiadał także o swoich relacjach z brukowcami. – Zawsze mnie to zastanawia, dlaczego moi znajomi rezygnują ze swojej prywatności. Ja w pewnym momencie poczułem, że na pewne rzeczy nie chcę się godzić. Wydaje mi się, chyba że mam mylne wrażenie, że to w elementarny sposób zostało jednak poszanowane. Było wprawdzie kilka procesów, kilka jeszcze nadal trwa, bo są apelacje, ale wszystkie wygrałem w pierwszej instancji. Ja nie mówię, że nie chcę niczego ludziom dać. Dzielę się, chcąc nie chcąc, swoją prywatnością na Facebooku, na spotkaniach, w wywiadach. Chcę mieć sprawy, które mogę zostawić tylko dla siebie.

Na Facebooku jego stronę śledzi aż 890 tys. użytkowników. – Biorę udział w różnych dyskusjach, wspieram różne akcje, daję głos w sprawie. Mam prawo do własnego zdania jako człowiek, obywatel i aktor. Dlatego wypowiadam się o edukacji seksualnej, o sądach, proteście medyków i Puszczy Białowieskiej. Chcę wykorzystać swoją rozpoznawalność, aby na coś jednak wpłynąć – mówił ze sceny.

I dodał: Widzę te 890 tys. ludzi na Facebooku i tak naprawdę nie wiem, do kogo się zwracam. Widzę swoją publiczność na festiwalach, w teatrze. Wiem, jacy są ludzie, którzy przychodzą do kina. Facebook jest dziwny, podchodzę do niego z wielką ciekawością i muszę przyznać, że to lubię. Poza tym nigdy nie miałem w ręku takiej broni. Gdy jakaś gazeta napisze o mnie coś głupiego, wiem, że nie jestem bezbronny. A gdy muszę o czymś kogoś poinformować, nie potrzebuję do tego prasy – opowiadał.

Wieczorem Maciej Stuhr odebrał Złotego Anioła za „niepokorność twórczą” na gali zamknięcia festiwalu Tofifest.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.