Modelką alternatywną może być każda kobieta, która pragnie pokazać za pomocą ubrania swoją osobowość i ma odwagę być sobą. Jak widzisz dobrą modelkę alternatywną na zdjęciach, to się nie zastanawiasz, ile ona waży albo ile ma wzrostu
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Grzegorz Giedrys: Zajmujesz się modą alternatywną. Sama projektujesz i szyjesz suknie gotyckie. Muszę przyznać, że ogromne wrażenie robią na mnie zdjęcia, którymi reklamujesz swoje poszczególne kolekcje. Te sesje pewnie kosztują majątek.

Julia Widlińska: Mam to szczęście, że na ogół nic nie kosztują. Środowisko mody alternatywnej w Polsce jest na tyle niewielkie, że większość z nas zna się od lat. Sesja na ogół wygląda tak, że najpierw modelka zgłasza się do mnie z pomysłem wykorzystania mojej kreacji i pyta, czy pożyczę jej jakąś stylizację. Później sama umawia się z zaprzyjaźnionym fotografem, idzie do fryzjera albo wizażystki – i cała ta trudna logistyka z przygotowaniem sesji nie należy już do mnie, co bardzo mnie cieszy (śmiech). To jest moim zdaniem uczciwa wymiana: modelka daje swój wizerunek, urodę i osobowość, fotograf i wizażystka – swój czas i talent, a ja wypożyczam ubrania. Nie wiem, jak by wyglądała tak naprawdę dzisiaj moja praca, gdybym po drodze nie poznała tylu utalentowanych ludzi, z których wielu dziś należy do grona moich przyjaciół.

Czy środowisko gotyckie w Toruniu jest duże?

– Jak przyjrzysz się ludziom na naszych ulicach, to łatwo przekonasz się, że jest niewielkie. W Toruniu taki styl nadal uchodzi za ekstrawagancję. U nas ludzie nadal boją się wyglądać tak, jak lubią, ale od kilku lat mocno się to wszystko zmienia. Niedawno przyszła do mnie dziewczyna z totalnie różowymi włosami i chciała sukienkę na studniówkę. Od razu zapytałam, czy nie ma kłopotów w szkole z powodu swoich włosów. Odpowiedziała, że nie. Kiedy ja chodziłam do szkoły, dzieciaki często śmiały się z tego, że ktoś jest za gruby, nosi okulary albo ma dziwną grzywkę. To była szkoła przetrwania, żeby nie być wyśmianym.

Julia Widlińska
Julia Widlińska  Robert Górecki

Mamy na pewno coraz więcej tolerancji na tatuaże. Widziałem wytatuowanych kasjerów w hipermarkecie.

– Niedługo w Polsce ludzie bez tatuaży będą w alternatywie (śmiech).

Moda alternatywna jest bardzo tolerancyjna wobec niedoskonałości ludzkiego ciała. Ona pokazuje, że ciała kobiet i mężczyzn przybierają różne formy. Ludzie, którzy są częścią tego środowiska, na ogół zupełnie nie odnaleźliby się w komercyjnej modzie posługującej się bardzo wyśrubowanymi wymaganiami wobec modelek i modeli. Z czego się bierze ta wasza tolerancja?

– Myślę, że chodzi tu o to, że nasze środowisko przez lata walczyło o społeczną akceptację dla swojego wyglądu: dla swoich tatuaży, piercingu, kolorowych włosów, skór i ćwieków, dla swojej nietypowej urody. Musieliśmy przecież udowodnić innym, że nie jesteśmy niebezpieczni, nie jesteśmy patologią i nie zjadamy kotów (śmiech). Trudno byłoby w tym momencie mówić, że ktoś z nas nie powinien być częścią tego środowiska, bo jest za niski albo że ma nieodpowiednią wagę. To by przeczyło naszym założeniom i definicji tolerancji.

Pamiętam, gdy po jednym z naszych pierwszych pokazów – to był pokaz w Tumulcie – podchodzili do mnie ludzie z widowni i gratulowali, że na wybiegu znalazły się modelki w każdym rozmiarze, wszystkie dziewczyny na widowni mogły w tym pokazie zobaczyć kogoś takiego jak one. Dla mnie to wtedy było oczywiste, ale dla publiczności było to coś zupełnie nowego i nieosiągalnego. I to jest właśnie druga strona naszego alternatywnego medalu: nie chodzi wyłącznie o subkultury i styl, ale również o wolność, różnorodność i akceptację siebie i innych.

Ale nie zawsze jest tak różowo, skoro już o tym mówimy. Zdarzają się czasem słowa krytyki w internecie, że modelki nie są profesjonalne. Mnie też czasem się oberwie za wygląd, ostatnio nazwano mnie Gesslerową (śmiech). Jesteśmy alternatywą wobec komercyjnego przemysłu modowego i wszystkiego, co on sobą reprezentuje. Modelką alternatywną może być każda kobieta, która ma swój charakterystyczny styl, pragnie pokazać za pomocą ubrania swoją osobowość i ma odwagę być sobą. Jak widzisz dobre zdjęcie modelki alternatywnej, to się nie zastanawiasz, ile ona waży albo ile ma wzrostu. One nie muszą wypełniać standardów piękna, w których zwykła kobieta w rozmiarze 44 albo 46 już uchodzi za plus size. Jako projektantka chciałabym pokazać, że jestem w stanie szyć na każdą figurę, nawet na tę bujniejszą.

Moda gotycka się zmienia tak samo dynamicznie jak moda komercyjna?

– Tak, jest żywym organizmem i w każdym sezonie popularne są nieco inne materiały, fasony i dodatki. Nasze kolekcje też są poniekąd odzwierciedleniem tego, co w danym czasie chcą nosić ludzie. Teraz modne są harnessy, czyli takie ozdobne „uprzęże” z pasków i kółeczek, przypominające ramiączka do bielizny. Taki harness można nosić zarówno na ubranie, jak i pod nim. W zależności od kroju dekoltu i innych elementów odsłaniających ciało jest on wówczas bardziej lub mniej widoczny. W tym roku podczas pokazu mody alternatywnej Altergroup Poland na festiwalu fantastyki Pyrkon w Poznaniu większość projektantów niezależnie od siebie przygotowała choć jedną kreację w paski. To też może być przejaw jakiegoś zbliżającego się trendu.

Na czym polega praca projektanta mody?

– Nie jestem projektantką mody z wykształcenia, wszystkiego nauczyłam się sama. A zaczęło się to około 2002, może 2003 roku, kiedy w polskich sklepach nie można było w ogóle dostać niczego gotyckiego i jedynym ratunkiem był internet i zakupy za granicą. A na to oczywiście w tamtym czasie w ogóle nie było mnie stać. I tak postanowiłam się nauczyć szyć.

Teraz jest znacznie większa konkurencja na rynku krajowym, a w ostatnich latach mocno się u nas rozwinął rynek mody dla subkultur. Jeszcze jakieś 10 albo 15 lat temu mogliśmy właściwie tylko kupić koszulkę swojego ulubionego zespołu, a jeśli ktoś chciał się bardziej wystylizować, musiał dużo bardziej się postarać. I w pewnym momencie wielu znajomych zaczęło mnie pytać, skąd biorę rzeczy, w które się ubieram. Po pewnym czasie za namową i przy pomocy przyjaciela ze studiów moje projekty pojawiły się w sieci. To są rzeczy od początku do końca zaprojektowane i wykonane przeze mnie, więc mam z tego dużo radości i satysfakcji.

I najpierw jest rysunek?

– Słuchaj, ja naprawdę fatalnie rysuję (śmiech). Bardzo ubolewam nad tym, że klientki często mnie proszą o rysunki, a ja im tego nie daję. To jedyna rzecz, która stoi na przeszkodzie, żeby rozpocząć studia z projektowania mody. Wiem jednak, jak tę niedoskonałość pokonać. Moja praca nad kolejnymi projektami wygląda tak, że wszystko układam sobie w głowie, cały plan. Mam dobrą wyobraźnię przestrzenną i umiem wytłumaczyć klientkom, co zamierzam zrobić. No i dobrze szyję.

Na początku jest zawsze matematyka: proszę klientki, aby podały wszystkie niezbędne wymiary. Dzięki temu doskonale wiem, jak to wszystko będzie wyglądało i ile materiału potrzebuję, aby uszyć konkretną rzecz. Następnie zaczynam pracę nad wykrojem. Skoro nie ma u mnie etapu rysowania, niczego nie modeluję na papierze, tylko od razu kroję tkaninę.

A co, jeśli się pomylisz?

– To już się teraz praktycznie nie zdarza. Tak jak mówię – szycie to głównie wyobraźnia i matematyka. Po wykrojeniu poszczególnych elementów projekt wizualizuję sobie na manekinie, a później to wszystko zszywam, ale to już ostatni, bardzo techniczny i w mojej ocenie najłatwiejszy etap całej pracy. Szczerze mówiąc, samo zszywanie paneli nie wymaga już wielkich umiejętności, najważniejszy w efekcie końcowym jest dobry wykrój.

Ale przecież moda gotycka jest bardzo skomplikowana. Te warstwy, różnego rodzaju tkaniny, tiule, koronki, woale...

– Tak, oczywiście. Wiadomo, że na początku nic nie wydawało się łatwe. Robota ręczna jest ciężka i wymaga doświadczenia. Mówi się, że trzeba mieć talent. Ale czym jest talent? Tak naprawdę trzeba dużo ćwiczyć i być cierpliwym. Jak już wspomniałam, nie tworzę szablonów, bo nie są mi potrzebne. Nigdy nie zdarzyło mi się uszyć dwóch takich samych rzeczy i staram się pilnować, aby zawsze tak było. Nawet jeśli klientka poprosi mnie o jakiś konkretny projekt, usiłuję zainteresować ją czymś innym. Zazwyczaj jednak osoby, które zamawiają coś szytego na miarę, podkreślają, że chcą mieć coś zrobionego specjalnie dla siebie, co podkreśli ich indywidualność. Nie chcemy przecież pojawić się w tej samej stylizacji na festiwalu co nasza przyjaciółka (śmiech). Ten styl służy do tego, aby wyróżnić się z tłumu.

To droga zabawa?

– Nie oszukujmy się, ubrania szyte na miarę do tanich nie należą. To bierze się z tego, że sam koszt tkaniny jest wyższy niż zakup gotowego produktu w sieciówce. Jeśli sięgam po tkaniny i koronki dobrej jakości, za sam materiał muszę zapłacić minimum 200 zł. Powinnam przecież zadbać, żeby moje ubrania się nie rozciągały w praniu, nie mechaciły się, żeby można było je prać w normalnej pralce. No i żeby zachowały kolor. Czerń jest bardzo, ale to bardzo wymagająca.

Właśnie, czerń. Gotycka popkultura uchodzi za mroczną i depresyjną.

– To jest tylko takie stereotypowe wrażenie. Słuchamy mrocznej muzyki i interesują nas mroczne sprawy, ale naprawdę wielu z nas to są bardzo weseli i pogodni ludzie. Przecież nie zawsze każdy z nas idzie w tym mrocznym makijażu do pracy albo do szkoły. Człowiek nie wytrzymałby takiego nastroju 24 godziny na dobę (śmiech). Wiadomo, że ten gotycki smutek i melancholia czasami komuś głęboko wrastają w naturę. Ja na przykład nigdy nie starałam się ukrywać, jaka muzyka, moda i jakie nastroje wydają mi się bliskie.

Skoro szyjesz na indywidualne zamówienie rzeczy, które są niepowtarzalne, musisz wsłuchiwać się w głos klientów. Jak to robisz?

– Z początku to wydawało mi się trudne, bo najczęściej są to osoby, których nie znam i nie widziałam ich nigdy na własne oczy. Po prostu najważniejsza jest rozmowa – poznajemy się i muszę przyznać, że do dziś z niektórymi klientami mam stały i serdeczny kontakt. Zawsze na początku zadaję jedno kluczowe pytanie: co lubisz? I to działa.

Julia Widlińska
Julia Widlińska  Robert Górecki

Które zamówienia wydają ci się szczególnie ważne?

– Wszystkie są ważne. Dla każdego specjalnie planuję czas. Jest mi natomiast niezmiernie miło, kiedy ktoś zamawia suknię na swój ślub. Miałam też okazję raz uszyć frak dla pana młodego. Jeśli chodzi o te weselne realizacje, muszę przyznać, że staram się unikać białego i przyznam szczerze, że panny młode zaczynają odważniej stosować kolory. Ostatnio na przykład uszyłam bordową suknię ślubną. Bardzo mnie cieszy to, że w najważniejszym dniu swojego życia ludzie zakładają coś mojego. Zależy mi na tym, żeby klienci byli zadowoleni – ich radość jest dla mnie ważniejsza niż emocje związane z procesem twórczym i pieniądze, które za to dostaję.

Czy klienci czasami mówią ci, żebyś popuściła wodze fantazji?

– Miewam takie zamówienia i muszę przyznać, że bardzo mnie to cieszy, gdy ktoś chce projekt – niespodziankę. Klientka daje mi wolną rękę, podaje kilka elementów, które są dla niej ważne i prosi, aby sprawa zamknęła się w danej kwocie. Takie zamówienia zdarzają się rzadko, bo ludzie wolą wiedzieć, co kupują i co później będą nosili, ale są wyrazem dużego zaufania do mnie.

Czy zdarzają ci się nietypowe prośby?

– Zdarzają się bardzo interesujące pomysły – kiedyś uszyłam czapę błazna dokładnie zaprojektowaną przez klienta. Jeśli jednak czegoś nie potrafię wykonać, to zawsze polecam kogoś ze znajomych projektantów, kto zdołałby podołać zadaniu. To działa w dwie strony – zdarza się, że oni także wysyłają swoich klientów do mnie, bo wiedzą, że jakąś część projektu przygotuję lepiej od nich.

W czym zatem jesteś dobra? Masz jakąś specjalność?

– Dobrze czuję się w sukniach w stylu wiktoriańskim, w różnego rodzaju bluzkach i spódnicach. I raczej wolę pracować z paniami. Z mężczyznami mam nadal dużo rzadziej do czynienia.

Dlaczego?

– Może się nieco boją pokazać w takiej gotyckiej kreacji? Może wolą poprzestać na koszulce swojego ulubionego zespołu? Ale coraz częściej zdarza się, że partnerki moich klientów przekonują ich do zamówienia lub wręcz same zamawiają coś dla nich.

Mówisz, że specjalizujesz się w modzie wiktoriańskiej. Jakie jeszcze odmiany tej mody gotyckiej można znaleźć na festiwalach i na imprezach?

– Jest tego dużo. Z takich bardziej charakterystycznych na pewno cybergoth, który łączy gotyk i kulturę rave. Na imprezach modny jest też na przykład steampunk, który nawiązuje do wieku pary, industrializacji i mechaniki, nawiązuje do różnego rodzaju maszynerii, pełnej rdzy i zębatek. Ja najbardziej lubię klasyczny gotyk, który jest dużo mniej ozdobny od stylu wiktoriańskiego, ale z czasem zaczęłam doceniać prostsze formy. Niemniej jednak co jakiś czas coś zmieniam i próbuję nowych rzeczy, by rozwijać technikę. Stworzyłam jakiś czas temu kolekcję w stylu cybergoth, która zebrała bardzo dobre recenzje i szybko się sprzedała, ale przyznam szczerze, że nie czułam się do końca dobrze w tej stylistyce.

Czy da się z tego utrzymać?

– Nigdy nie próbowałam, bo cały czas pracuję na pełnym etacie i na razie nie zamierzam tego zmieniać. Był moment, że chciałam postawić wszystko na jedną kartę, ale uznałam, że nie chcę czuć presji, że muszę zarobić na wynajem lokalu i inne koszty związane z działalnością gospodarczą. Dzięki pracy zawodowej mam jasno określone granice, kiedy jest czas na pracę, a kiedy na pasję. Jest mi łatwiej czerpać przyjemność z szycia. Dzięki temu nie musiałam nigdy myśleć o skomercjalizowaniu swojego stylu. Myślę, że moi klienci także to czują. Wiedzą, że to pasja, a nie tylko zawód.

W Toruniu organizujesz pokazy mody alternatywnej, które przyciągają twórców i publiczność z całego kraju.

– Pierwszy Alternative Fashion Show odbył się w 2014 roku i teraz mamy małe problemy, bo nie możemy znaleźć dla siebie odpowiedniego miejsca. Zaczęliśmy w jednym z klubów w piwnicach Ratusza Staromiejskiego, później odnaleźliśmy się w Tumulcie na Rynku Nowomiejskim i Centrum Sztuki Współczesnej, a ostatnia edycja zagościła na dworcu Toruń Główny. Chcielibyśmy teraz pojawić się na Polconie i Coperniconie, ale wiemy już, że program w Dworze Artusa – jedynym miejscu ze sceną, jest wypełniony. Nie wiem, co dalej z tym wszystkim będzie.

Nasze miasto wydaje mi się wymarzoną scenerią na festiwal mody gotyckiej, który mógłby docelowo trwać nawet kilka dni i pokazywałby prace najlepszych projektantów w tym gatunku. Do tego doszłyby innego rodzaju wydarzenia, np. koncerty i targi. Takie przedsięwzięcie wymaga jednak dużych środków i trzeba przyznać, że to jest bardzo delikatna branża, żeby pozyskać sponsorów. Nie wszyscy chcą się kojarzyć z tą subkulturą.

Dlaczego?

– Zawsze ktoś może wpaść na pomysł, że jesteśmy satanistami (śmiech).

W życiu by mi takie skojarzenie z gotykiem nie przyszło do głowy.

– A my musimy cały czas mierzyć się z tak krzywdzącymi stereotypami. Tak samo jest z tym, że część ludzi kojarzy modę gotycką z gadżetami erotycznymi. Jak zaczniesz poszukiwać mody gotyckiej w internecie, to napotkasz sporo zdjęć bielizny erotycznej z lateksu. Gotyk to nie tylko lateksowa bielizna (śmiech).

Co daje ci w tej pracy największą satysfakcję?

– Wiadomości od klientek po przymierzeniu kreacji. Za każdym razem po wysłaniu paczki tak samo się stresuję i czekam niecierpliwie na wiadomość lub zdjęcie. Nie umiem ci opisać, co czuję, gdy czytam słowa: „Dziękuję, suknia jest piękna, właśnie o takiej marzyłam”, bo to coś więcej niż suknia, to czyjeś marzenie, które udało mi się spełnić, to zaufanie. Czasami czuję się jak wróżka z Kopciuszka. To duże szczęście móc robić coś, co się kocha.

Rozmawiał Grzegorz Giedrys

Julia Widlińska

Julia Widlińska
Julia Widlińska  Robert Górecki

Projektantka mody, która od 2003 roku projektuje i szyje pod nazwą Gotwear. Od 2014 roku jest pomysłodawczynią i organizatorką Alternative Fashion Show – pierwszego w Polsce pokazu mody alternatywnej dla fanów subkultur. Wśród swoich realizacji posiada m.in. wybrane stylizacje dla członków zespołów Pathfinder, Moonlight, Closterkeller, Illuminandi, a także kostiumy do przedstawienia operowego Pawła Grajnerta „Demony z Edinrath. Rzecz o Halionie i Liryen”. Projekty Widlińskiej można znaleźć na fanpage: facebook.com/ Gotwear.Style i na Instagramie: instagram.com/ gotwear

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem