Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Na początku czerwca byłam założyć plombę, oprócz stałej kwoty – 150 złotych, musiałam zapłacić 50 zł za dodatkowe środki sanitarne – opowiada klientka jednego z gabinetów w śródmieściu Torunia.

Podobnie jest także w innych gabinetach, ceny wzrosły w większości z nich. Stomatolodzy muszą stosować dodatkowe zabezpieczenia, niektórzy zauważają, że w dobie koronawirusa, dziennie przyjmie się mniej osób niż przed epidemią. – Bywało tak, że jednemu pacjentowi dawało się znieczulenie, a kiedy czekał, aż zacznie działać, można było zobaczyć, co się dzieje z zębami kolejnego. Teraz jest to niemożliwe. Poczekalnia musi być pusta, a fotele nie mogą stać zbyt blisko siebie – mówi jeden z toruńskich stomatologów.

Niektórzy pacjenci odkładają więc wizyty, albo zastanawiają się nad skorzystaniem z placówek, które mają podpisane kontrakty z NFZ i można leczyć w nich zęby za darmo. Jedną z nich jest Regionalne Centrum Stomatologii działające w ramach struktury Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego.

– Działaliśmy i działamy przez cały czas, choć na początku epidemii przyjmowaliśmy znacznie mniej pacjentów niż zwykle. Pod koniec marca i na początku kwietnia było 80 proc. pacjentów mniej. W tej chwili wracamy powoli do normy. Przyjmujemy około 150 pacjentów dziennie – mówi dr Jerzy Jakubiak, koordynator do spraw stomatologii WSZ.

To i tak mniej niż przed pandemią, kiedy było ich blisko 200 dziennie. Trudno jednak wrócić do takiej liczby, ponieważ obecnie więcej czasu trzeba poświęcić m.in. na umycie fotela i unitu dentystycznego. Dodaje, że NFZ płaci za kontrakt, czyli wykonane procedury, tak samo jak przed epidemią, mimo że koszty są większe, przede wszystkim ze względu na maski i stroje jednorazowe. – Jeśli chodzi rękawiczki i przyłbice, to zawsze w nich pracowaliśmy – mówi dr Jakubiak.

Część pacjentów Centrum nadal rezygnuje z wizyt, ponieważ boją się koronawirusa. – Z tego powodu ich stan może się pogorszyć. Próchnica może postępować, nie każdy ząb będzie do uratowania, być może trzeba będzie leczyć kanałowo, to może kosztować, bo akurat takie leczenie nie jest w koszyku świadczeń gwarantowanych. Rezygnacja z wizyt może się niekorzystnie odbić na zdrowiu i finansach pacjentów – mówi koordynator.

Nie chce komentować wzrostu cen w gabinetach prywatnych. – Powiem tylko tyle: czasami wzrost jest niewspółmierny do ponoszonych kosztów – uważa dr Jakubiak.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.